Mój pierwszy większy sukces

21 kwietnia na Górze św. Anny zamiast pielgrzymów pojawili się głodni adrenaliny bikemaniacy, których celem było jak najszybsze objechanie trasy.. Pogoda zamówiona!! Ciepło, sucho.. Ale to też ma swoje minusy.. Ciężko się jedzie kiedy zawiesina kurzu ogranicza widoczność.. Wtedy uszy robia się naszymi oczami.. Chodzi o to że na podstawie jedynie szczątkowych informacji fal dźwiękowych mózg musi odtworzyć przestrzenny i czasowy rozkład obiek…tów.. Stanowi to nie lada wyzwanie.. Tym razem zdecydowałam się na dystans mini czyli 24 km żeby się sprawdzić.. I się okazało że to była dobra decyzja.. Od początku trzeba jechać na pełnych obrotach.. W pewnym momencie chcąc utrzymać tempo peletonu odcięło mi prąd i zobaczyłam gwiazdki przed oczyma.. Nic dziwnego puls od początku 180.. Ale jeśli inni dają radę to ja też jadę!! W końcu pokonaliśmy ten męczący dłuuuugi podjazd i można było trochę złapać oddechu na zjazdach.. Potem tylko interwałowe, krotkie podjazdy. Był nawet czas na focie;) Myślicie że taki trudny podjazd że wszyscy prowadzą rowery?? Nie!! Poprostu gdy na wąskiej ścieżce pod górkę jedna osoba zawali to już cały peleton wygląda jak by szedł na pielgrzymkę przy tym ,,rzucając mięchem”. Cisnąc jak strzała, ominęłam bufet, bo na mini każda sekunda się liczy.. I tak wyprzedzając 2 dziewczyny zaliczam szlifa na asfalcie.. Kolano i prawa ręka zdarte.. Ale chęć walki przewyższa uczucie bólu i wsiadam najszybciej na rower żeby odrobić stratę.. Wymijam jedną z dziewczyn, które mnie wzięły na asfalcie.. Poznaje że to końcówka trasy więc jadę za tą drugą przyczjona z tyłu po to żeby na finiszu zaatakować.. Udało mi się ją zrobić jeszcze o 6 sekund.. Wynik 1h 18 min ustawił mnie na podium na 4 miejscu..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *